Nowy Rok, (nie) nowa ja

Udostępnij

Schudnę, nie będę unikać siłowni, przestanę jeść na mieście, porzucę słodycze, muszę zapisać się na kurs tańca i na crossfit i nauczyć się drugiego języka. Będę wcześniej wstawać, nie będe siedzieć po nocy, zacznę oszczędzać… Lista postanowień noworocznych bywa długa. W sumie to już od samego pisania tych wszystkich ‘nie będę’ i ‘muszę’ rozbolała mnie głowa. A skoro samo tylko postanowienie postanowień jest bolesne, łatwo sobie wyobrazić nieszczęście wywołane podjęciem prób ich realizacji.

 

Bridget Jones

 

Koniec grudnia to taki szczególny czas, kiedy z każdej strony zalewają nas motywacyjne cytaty, posty i artykuły pełne sprawdzonych sposobów na to jak stać się nowym, lepszym człowiekiem.

Noworoczne postanowienia robią (prawie) wszyscy i (prawie) wszyscy o tym mówią.

Słysząc po raz kolejny ‘a jakie jest twoje postanowienie…’ w popłochu rzucam ‘przestanę jeść słodycze’, chociaż kawałek czekolady do kawy po treningu to moja ulubiona część dnia. Hmm…wspaniale.

 

Nie od razu Rzym zbudowano, ale wszystkie drogi tam prowadzą

Oczywiście, zmiany są ok. O ile są to zmiany we właściwym miejscu i czasie. Do niektórych celów warto dochodzić małymi kroczkami, w końcu fajnie jest o czymś marzyć i do czegoś dążyć.

Dotyczy to zarówno relacji z innymi ludźmi, wypracowania wymarzonej figury, jak i osiągnięć zawodowych. W pogoni za lepszą wersją siebie i dalekosiężnymi planami często umyka nam to, co po drodze. Bezustannie goniąc za marzeniami zaniedbujemy codzienne małe przyjemności i szanse na dotarcie do celu w inny sposób.

 

Każde postanowienie ma swój najlepszy czas i miejsce. I niekoniecznie to musi mieć miejsce 1 stycznia

Z doświadczenia podpowiem, że jeśli chcecie wcześniej wstawać – łatwiej zacząć na wiosnę, gdy otwierając oczy o 6.30 mamy  szansę zobaczyć słońce.

Słodycze łatwiej ograniczyć latem, gdy wokół nie brakuje świeżynek.

Oszczędzanie w styczniu, gdy większość  musi odkuć się po świętach a pensji wypatruje już na początku miesiąca, też raczej szybko zakończy się fiaskiem – więc może lepiej w lutym? W końcu jest o 3 dni krótszy 😉

 

A może by tak odczarować noworoczne postanowienia?

Zamiast rygorystycznego ‘nie będę’, warto obiecać sobie jakąś małą przyjemność? Może to być 10 minut patrzenia się w niebo każdego dnia, albo czekoladowe ciastko zjedzone w niedzielę bez wyrzutów sumienia?

A praca, kariera, forma? Wszystko przyjdzie, jeśli tylko na to pozwolimy – i tego nam wszystkim w nadchodzącym, 2018 roku życzę ?

Katarzyna Goś

 
 Link-Google-Play

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top