Święta święta… i co dalej? Czyli o przerośniętych oczekiwaniach i nietrafionych życzeniach

Udostępnij

Po tygodniach przygotowań, trylionach godzin spędzonych na sprzątaniu, bieganiu, pakowaniu, układaniu, gotowaniu i irytacji w kilometrowych kolejkach, przychodzi upragniona Wigilia. Czas spokoju, relaksu i ciepłej rodzinnej atmosfery. Hmm… w miarę możliwości rodzinnych, oczywiście.

Pamiętam oczekiwanie na święta w dzieciństwie. Kalendarz adwentowy z malutkimi czekoladkami – zjadanymi codziennie po jednej (jak to uczyło cierpliwości!). Pierwszy śnieg, ogromnymi płatkami spadający z nieba. Wypatrywanie pierwszej gwiazdki, żeby w końcu zasiąść do wigilijnego stołu. I tę niepewność, czy oby na pewno Święty Mikołaj uzna, że przez cały rok byłam wystarczająco grzeczna, żeby pod choinką znaleźć wymarzone prezenty. Czy ktokolwiek z nas jako dziecko nie czekał na ten czas? Czemu dziś tak często słyszymy ‘nie lubię świąt’ lub ‘najchętniej gdzieś bym wyjechał’? Dlaczego tak wielu z nas, jak tylko spotka się z rodziną, marzy o tym, by jak najszybciej znaleźć się we własnym domu, pokoju czy akademiku? Czy stajemy się współczesną wersją Ebenezera Scrooge’a z Opowieści Wigilijnej?

Ebenezera Scrooge

W Wigilię dobrze wychodzi się na zdjęciach

24 grudnia. Co prawda za oknem brakuje śniegu, ale choinka już ubrana, pod drzewkiem czekają prezenty, a stół ugina się od jedzenia. Oczywiście wszystko zostało skrupulatnie udokumentowane, odpowiednio podrasowane i o właściwej porze opublikowane na Instagramie, z obowiązkowymi hasztagami #sweethome #merrychristmas czy najgorętszym ostatnio #wellbeing.

Jest miło, jest pięknie, jest wesoło… I wtedy wchodzą najlepsze życzenia. Najważniejsza chwila w roku, czas przemówień wujków, popisów ciotek i ponagleń starszyzny. Bo prawda jest taka, że najlepsze życzenia nie zawsze pasują do naszego życia.

Kochającego męża. Chociaż akurat pragnę podróżować po świecie i chwilowo nie lubię mężczyzn 😉

Uroczego domku z ogródkiem. Mimo że lubię swoje wynajmowane mieszkanie w centrum miasta i trójkę współlokatorów o wymagających charakterach.

Korpokariery. Choć w przyszłości chcę otworzyć kawiarnię w starej kamienicy bo nie przepadam za tłumem, a już na pewno nie wyobrażam sobie spędzania minimum 8 godzin dziennie przy biurku.

Typowe pytanie

 

Święta to czas oczekiwania na przyjemne chwile, a nie oczekiwań wobec innych

Nietrafione życzenia, przeświadczenie rodziny, że wie co jest dla nas najlepsze i presja, by wszystko było idealne jak w reklamie dyskontów spożywczych, powoduje frustracje. A ponieważ raczej trudno ich uniknąć, można uznać, że niechęć do świąt jest uzasadniona. Ale czy to jest fajne uczucie? Czy tak właśnie być powinno? Bo gdyby tak zastanowić się, to kiedy ostatnio opowiadaliśmy babci o wymarzonej podróży do Azji? Albo wspominaliśmy mamie, że mieszkanie w centrum miasta, mimo hałasu ma też wiele plusów (i jakie to są dokładnie plusy). Dlaczego wydaje nam się, że jeśli nasza choinka nie będzie tak piękna jak krzaczek u Lewandowskich, to nasze święta będą mniej udane?

Pytanie goni pytanie, a odpowiedzi nosi każdy z nas w sobie, wystarczy tylko czasem się zatrzymać, odłożyć smartfona, zdjąć słuchawki z uszu i pobyć z tymi, którzy naprawdę chcą nas poznać. Po to, żeby mieć dobre wspomnienia i żeby w przyszłym roku życzenia były bardziej trafione.

Nie takie święta straszne, jak o nich mówią

Święta nie są takie złe, jeśli tylko podejdziemy do nich z ciekawością i humorem. Pozwólmy się zaskoczyć i bądźmy otwarci na tych kilka wyjątkowych dni i na bliskich – oni są w porządku, nawet jeśli nie do końca wiedzą, czego akurat potrzebujemy. A wtedy kto wie, może jak w filmie o przygodach Bridget Jones coś, co w trakcie “wydarzeń świątecznych” wydawało się katastrofą, stanie się początkiem świetnej przygody, w sam raz na teraz.  Ale o tym w przyszłym roku… Tymczasem miłych przygotowań do Sylwestra, Mili 🙂

Bridget Jones

Katarzyna Goś

 
 Link-Google-Play

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top