Elastyczny grafik, czyli czasem trzeba się nagiąć

Udostępnij

Warszawa, miasto możliwości. Przyjeżdżasz na studia i masz głowę pełną planów na to, co zrobisz w czasie wolnym. Kawa i ciastko z nowymi znajomymi, taras widokowy w Pałacu Kultury, wieczorem drineczki. 25 zł + 20 zł + 30 zł razy co najmniej 4. Wejście do klubu – kolejne 20 zł, o ile selekcja wpuści w marynarce z matury.

To znacznie więcej, niż fundusz rekreacyjny przewidziany w datkach od rodziców. Chyba każdy wie, co to oznacza – DZIECIŃSTWO WŁAŚNIE SIĘ SKOŃCZYŁO! Idę po robotę marzeń!

„Praca dla studenta”

Dla mnie praca to coś więcej, niż wypłata na koncie. Wiecie, te wszystkie bonusy motywacyjne, premie i kokosy. Szybko okazało się, że pieczątka w legitymacji studenckiej to prawdziwa przepustka do kariery. Przeglądam oferty i nie mogę uwierzyć – matka nie miała racji, pracodawcy zabijają się o mnie. Moje CV napisane na lekcji przedsiębiorczości nareszcie się do czegoś przyda! Dwie rozmowy ustawione w moment. Nieźle!

Pierwsze starcie

Rozmowa o 8 rano nie wróży nic dobrego, ale jednym z profitów był elastyczny grafik, więc hej, wyraźnie zaznaczę, że pasuje mi tylko po 15:00. Budzik, kawa, biała koszula, korki. No tak, tego nie wziąłem pod uwagę. Dodatkowe 20 minut, ale ważne, że jestem!

Wbijam, mały small talk i szybkie przejście do konkretów. Elastyczny grafik, jak się okazuje, oznacza dokładnie tyle, że czasem trzeba się nagiąć i zostać po godzinach. Acha, w weekendy też, jeżeli ktoś z obsady będzie akurat potrzebował wolnego. Dziękuję, postoję.

Nie zniechęcamy się łatwo!

Podejście numer dwa. Super oferta: pakiet sportowy, praca w zespołach, wyjścia integracyjne, godziwy pieniądz zależny od wyników. Rozmowa o 17:00, biuro przy Nowym Świecie, tu się człowieka szanuje! Zakładam tę samą koszulę, wczoraj nie było przecież aż tak wiele wrażeń.

Trochę błądzę, okazało się, że to jest jakby w podwórku. Nie szkodzi, matce tego nie powiem. Na wejściu nagrody, dyplomy, złote puchary. Już prawie widzę na jednym moje nazwisko. Miła pani recepcjonistka wciska mi jakąś ankietę – ile chcę zarabiać? W opór, albo żeby chociaż starczyło na kawę z imieniem na kubku.

Rozmowa jakaś dziwna i nagle bang! Ktoś wali w dzwon. Janka grupa wyrobiła roczny target już w listopadzie, wszyscy na korytarzu cieszą się i gratulują. Robi się dziwnie!

No dobrze, pogadaliśmy, a ja nadal nie wiem, jak wygląda praca. Wiem za to, że kwota, jaką wpisalem w ankiecie jest do osiągnięcia! Karta na siłkę i integracja z moim teamem też! Jutro zaczynam, super! Tylko dlaczego mam się ciepło ubrać?

Dzień próbny!

Acha, ratuję aligatory. Macie może 5 minut? Chcielibyście się podpisać?

Do trzech razy sztuka!

Znalazłem rodziców trzem aligatorom i wystarczy. Przynajmniej wiem już, po co ten karnet na siłkę – niektóre teamy łażą po domach i czasem naprawdę przydaje się dobry napęd. Słuchajcie, nie może być tak źle. Przeciez ludzie jakoś żyją, pracują. Siedzę w kawiarni i widzę, że tym za ladą jest ciepło, miło i mają czas, żeby pójść do toalety. Co mi szkodzi, zapytam u źródła.

Coś z tego będzie!

Lubię ludzi, gada się świetnie. Ściągam apkę i jestem na rozmowie. Dwa dni później mam fajną pracę. Elastyczny grafik – checked. Karta sportowa – checked. Świetny zespół – checked! Mission accomplished!

 

 

Karolina Olszewska

 

 Link-Google-Play

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top